niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 3.cz.1 "Poznać samego siebie"

Hejoo :D Także ten. jako, że ten rozdział jest bardzo długi, postanowiłem go skrócić i podzielić na 2 części :/ I mam prośbę jeżeli ktoś to czyta. Jak na razie chyba każda notka jest napisana z innym układem tzn. wyśrodkowane lub nie albo z odstępami miedzy dialogiem lub bez. Wiec jeżeli ktoś to czyta chciałbym wiedzieć który "styl" jest najlepszy. Przepraszam za wszystkie błędy. Mam nadzieje ,że mi to wybaczycie :(
Nie przedłużam i zapraszam do czytania.

xxx Charlie
_________________________________________________________________________________




...Zayn obudził się nagle. Dyszał ciężko a serce biło mu nienaturalnie szybko. Znowu te sny. Zacisną powieki i próbował wyrzucić z głowy przerażające obrazy. Gdy w końcu mu się udało, otworzył oczy i spojrzał na zegarek. "06:25" Stwierdził, że raczej już nie zaśnie i udał się do łazienki.

Cała sobota minęła leniwie. Malik wysprzątał pokój i resztę dnia spędził na graniu na gitarze. Niedziela nadeszła zbyt szybko. Mulat nadal obawiał się spotkania z Max'em, którego Niall ma przyprowadzić w poniedziałek. Z braku jakiegokolwiek zajęcia, chłopak udał się na spacer. Zajęcie jakże zwyczajne, jednak on miał wrażenie, że jest obserwowany. Zastanawiał się nad tym co zaszło dwa dni wcześniej. Czy to możliwe, że halucynacje wróciły? Ale te uczucie, jakby coś wypalało dziurę w jego brzuchu. To wszystko było zbyt realne jak na halucynacje. Co do chłopaka którego spotkał u przyjaciela, dał sobie spokój i stwierdził, że musiał to być zwykły zbieg okoliczności. Stwierdził również, że musiał to być Max o którym opowiadał blondyn. Po 2 godzinach spaceru, wrócił do Grand Central i czekał na swoje metro. Siedział na stacji i wsłuchiwał się w słowa piosenki, dobiegającej ze słuchawek.
Gdy zatracał się w melodii, ktoś usiadł obok lecz on niezbyt zwrócił na to uwagę. Po chwili postać wstała z powrotem i wtedy Zayn spojrzał w bok. Podniósł się nagle z miejsca. To był on. Ten facet którego widział za oknem. Usłyszał zapowiedz swojego metra i podbiegł tam gdzie miało się ono zatrzymać. Był przerażony. Może jednak wyolbrzymia... może się przewidział. Może... a jeżeli nie? Rozbrzmiał charakterystyczny huk i fala powietrza uderzyła w chłopaka. Maszyna zatrzymała się powoli. Czarnowłosy wszedł do najbliższych drzwi i zauważył, że wagon jest pusty. Nie ucieszyło go to, tak jak zazwyczaj. Usiadł na samym końcu i czekał aż pojazd ruszy. w ostatniej chwili, przed zamknięciem drzwi, do wagonu wbiegł Mężczyzna w długiej szacie i z kapturem na głowie. Metro ruszyło a zakapturzony pasażer stał w miejscu nie tracąc równowagi. Niebieskooki siedział jak na szpilkach i miał nadzieję, że ktoś wsiądzie do przedziału na innej stacji. Czas leciał a do wagonu nikt nie wsiadł. Zayn czuł na sobie jego wzrok mimo, że miał pochyloną głowę, przez co jego twarz była ukryta w cieniu. Czekał niecierpliwie na swoja stacje i próbował nie zwracać uwagi na postać stojącą bez ruchu. Cisze w wagonie przerywały tylko charakterystyczne dźwięki, wydawane przez metro. Nagle mężczyzna ruszył w jego stronę i usiadł na wolnym miejscu obok niego.

-Witaj Zayn.- Powiedział niskim melodyjnym głosem. Malik wzdrygnął się na ten dźwięk i odsunął się lekko od niego. - Możemy porozmawiać?

"NIE!" Krzyczał w myślach lecz na zewnątrz nadal siedział bez ruchu a przerażenie można było wyczytać wyłącznie z jego oczu.W pomieszczeniu rozbrzmiała nazwa jego stacji, na co zerwał się nogi i podbiegł do wyjścia. Teraz trząsł się delikatnie i wpatrywał tępo w metalowe drzwi. Drugi pasażer pojawił się nagle u jego boku i szepnął mu do ucha.

- Dobrze wiesz, że tu jestem, że to prawda.- Przeszedł go dreszcz gdy poczuł jego ciepły oddech na swojej szyi. Kolana się pod nim ugięły, złapał się poręczy obok i starł się nie upaść.- Nie zrobię ci krzywdy Zayn. Mam na imię Umibris. Jestem przyjacie...

- PRZESTAŃ!- Nie wytrzymał. Krzykną najgłośniej jak potrafił. W jego oczach pojawiły się łzy a mężczyzna odsuną się od niego na krok.- Przestań... proszę.

- Nic ci nie zrobię Zayn. Nie musisz się mnie obawiać.

- Dlaczego?

- Nie rozumiem...

- Dlaczego to znowu się dzieje? Dlaczego mi?- Spojrzał na Umibris'a- To ja nic nie rozumiem! PRZECIEŻ JESTEM ZDROWY! - Podniósł głos i nie powstrzymywał już łez.

- Ty zawsze byłeś zdrowy lecz oni ci wmówili, że jest inaczej. Przecież znasz prawdę. - Jego głos był teraz kojący i delikatny jak kołysanka, wręcz idealny. Zbyt idealny.

- To wszystko nie ma sensu.

- Nie oszukujmy się. Ty bardzo dobrze wiesz, że to ma sens. Ty się porostu boisz Zayn. Boisz się mimo, że znasz prawdę i zaistniałą sytuacje.

- Nie. - Zaprzeczył stanowczo i znów staną prosto na nogach. - Nie znam. Ja jestem zdrowy a ty... ty nie istniejesz. Taka jest prawda.

- Zabiją dzwony, zapłonie ogień. Z wysokości można ujrzeć nadzieję. - zaczął wręcz recytować jakieś zdania bez ładu i składu. - Wystarczy jeden krok. Nadchodzi...

- ZAMKNIJ SIĘ!

- Czyli jednak pamiętasz.

- Nie. Zostaw mnie... mam dość

- Ja nie odejdę. Nie mogę odejść. Muszę cię sprowadzić do akademii inaczej...

- Człowiek jest naturą, nie maszyną. - Również zaczął coś recytować. - Natura jest wolna, ona może jeśli chce. Ona nic nie musi. Pamiętasz?

- Daj spokój.

- To ty daj sobie spokój.

Zapanowała cisza. Metro zaczęło się powoli zatrzymywać, czemu towarzyszył delikatny pisk. Drzwi przedziału otworzyły się po czym Zayn, wręcz wybiegł na stację i zaczął wbiegać po schodach. Nie obejrzał się aby sprawdzić czy prześladowca za nim nie idzie. Po 20 minutach biegu, wszedł do domu, zamkną jak najszybciej drzwi i osuną się po nich na ziemie. To było stanowczo za dużo.

sobota, 3 maja 2014

Zapowiedź: Rozdział 3. "Poznać samego siebie."

Tak jak Pisałem. Zapowiedź rozdzialu trzeciego. Przepraszam za wszelkie literówki, przecinki i inne błędy ale cóż, niemiecki komputer = brak polskich znaków.
Tak więc, zapraszam do czytania i nie bójcie się, to opowiadanie nie będzie takie psychiczne jak jego sny :D

xxx Charlie.
___________________________________________________________________________________





Zayn szedł powoli ulicą, nadal zszokowany tym, a raczej kogo zobaczył. Słońce powoli zachodziło co oznaczało dość późną godzinę. Przyspieszył tępo i wrócił do swoich rozmyślań. "To nie może wrócić!" krzyczał wewnątrz siebie. "Ja już zapomniałem! Te oczy, które widywałem każdej nocy... Ten głos, wyżerający mój umysł i te uczucie pustki, które rozrywało moje serce. TEGO NIE MA!" Zacisną mocno powieki i zatrzymał się nagle. Nie rozumiał tego. To wszystko, to były tylko sny. Tylko sny. Nic nie może się stać. Usłyszał za sobą szuranie buta i odwrócił się by zobaczyć kto za nim idzie. Zdziwił się gdy ulica była pusta. nie przejeżdżał obok nawet samochód. Ruszył szybko przed siebie nie oglądając się w tył mimo, że wydawało mu się, że słyszy za sobą kroki. Wybrał jak najszybsza drogę do domu i po chwili zamykał wejściowe drzwi. Wbiegł szybko do salonu i wyjrzał za okno z widokiem na ulice. Po drugiej stronie stal dość wysoki mężczyzna, ubrany w czarna szatę z kapturem. Zayn nie mógł zobaczyć twarzy nieznajomego ale wiedział, że patrzy on na niego. Czuł jakby wywiercał mu dziurę w brzuchu. Nagle czarna postać zniknęła. Nie uciekła czy zmyla się razem z przejeżdżającym autobusem. Zniknęła. Jakby mały punkt w powietrzu wciągną ją do środka. Mulat otworzył szerzej oczy, odwrócił się od okna i zjechał, oparty plecami o ścianę, na podłogę. Czy to halucynacje? Nie. To nie mogło być to. "Przecież ja jestem zdrowy!"
 -Coś nie tak? - Przywrócił go na ziemie głos jego ojczyma, który wszedł właśnie do pokoju. Miał na imię Tom. Był to średniego wzrostu mężczyzna o krótkich, siwych już włosach. Miał przyjazne rysy twarzy, zniszczonej już lekko przez czas. Ręce poniszczone od lat pracy. Na sobie miał zwykły szary sweter i dżinsy. Zayn spojrzał na niego z lekką odrazą i wstał opierając się o parapet.
 -Nie . Wszystko w porządku. - Odparł bez namiętnie i ruszył w stronę schodów nie spoglądając nawet na niego. Wbiegł szybko na gore i wszedł do swojego pokoju. Gdy drzwi za nim trzasnęły ogarnęła go nieopisana pustka i dosłownie po chwili tysiące pytań na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Spojrzał na zegarek. "21:41" pomyślał.
 -No nie powiem. Całkiem ciekawie zapowiadają się te wakacje. - Powiedział sam do siebie i poszedł do łazienki. Po 45 minutach pod prysznicem, wrócił do pokoju owinięty ręcznikiem w pasie i rzucił się na łóżko wykończony. Sięgną po telefon i zaczął przeglądać twittera. Po parunastu tweetach urządzenie zawibrowało. Zayn otworzył wiadomości prywatne i na samej gorze widniał czarny pasek. Lekko zdziwiony klikną na czarne pole, przeczytał wiadomość i jak oparzony odrzucił telefon. Serce zaczęło mu dudnić, oddech przyśpieszył a umysł znowu zalały tysiące pytań. Miała dość. Stanowczo dość. Przykrył się kołdrą po brodę i po dłuższej chwili zapadł w niespokojny sen.

 "Niebieski ogień. Tak odległy lecz parzył jego ciało. Tysiące szeptów, jakby wydrążały tunele w jego umyśle. Płonące znaki, których nie rozumiał. Pochłaniała go ciemność. Twarze tak idealne, niczym wykute w marmurze. Zaczynają pękać i rozsypywać się na miliony kawałków. Chciał uciec przed deszczem skał, lecz nie mógł się ruszyć. Zacisną powieki z całych sil i chciał się przygotować na ból który miał zaraz poczuć. Gdy takowy nie nastąpił  otworzył powoli oczy i ujrzał dookoła nieskończona ciemność z której powoli zaczęły wyłaniać się kontury jakiegoś pomieszczenia. Kolumny. Tak wysokie, że chłopak nie mógł dostrzec końca. Ujrzał mały ołtarz. Biały, niczym śnieżny puch w świetle słońca. Podszedł do niego mimowolnie i obserwował z zachwytem. Biel zaczęła barwic się na czerwień. Spływać po ołtarzu i rozlewać się po podłodze. Krew. Zayn nie mógł oddychać. Gdy brał oddech, czuł jakby coś wypalało jego gardło. Krew zaczęła się podnosić i powoli go zalewać. Nie mógł się ruszyć. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Stał i czekał aż szkarłatna substancja pochłonie go w całości. Gdy znalazł się cały w czerwonej cieczy, wziął głęboki, długo wyczekiwany oddech. Krew ugasiła żar w jego wnętrzu i przyniosła ulgę. Znów zapanował nad własnym ciałem i zaczął szybko płynąć na powierzchnie. Gdy zaczerpną świeżego powietrza spostrzegł dziesiątki martwych ciał, pływających dookoła niego. Znał je. Znał je wszystkie. Zaczął krzyczeć. Błękitny ogień znowu pochłoną jego umysł. Tak odległy, lecz palił jego ciało. Miliony głosów. Co raz to silniejszych, wręcz wyżerały jego dusze. Usłyszał krzyk. Tak bardzo mu znany. Rozerwał on jego serce na kawałki i..."

Przepraszam

No więc... Rozdział miał się pojawić dawno temu. Lecz zaszła taka sytuacja, że gdy skończyłem rozdział i chciałem go skopiować nacisnąłem "j'". Wiecie, zaznaczyłem cały tekst i potem "j" i z całego rozdziału zostało "j"... I tak uszła ze mnie cała motywacja na przepisywanie tego od nowa. Ale już dodaje zapowiedz 3. rozdziału i obiecuje, że akcja się zacznie!

xxx Charlie.