niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 3.cz.1 "Poznać samego siebie"

Hejoo :D Także ten. jako, że ten rozdział jest bardzo długi, postanowiłem go skrócić i podzielić na 2 części :/ I mam prośbę jeżeli ktoś to czyta. Jak na razie chyba każda notka jest napisana z innym układem tzn. wyśrodkowane lub nie albo z odstępami miedzy dialogiem lub bez. Wiec jeżeli ktoś to czyta chciałbym wiedzieć który "styl" jest najlepszy. Przepraszam za wszystkie błędy. Mam nadzieje ,że mi to wybaczycie :(
Nie przedłużam i zapraszam do czytania.

xxx Charlie
_________________________________________________________________________________




...Zayn obudził się nagle. Dyszał ciężko a serce biło mu nienaturalnie szybko. Znowu te sny. Zacisną powieki i próbował wyrzucić z głowy przerażające obrazy. Gdy w końcu mu się udało, otworzył oczy i spojrzał na zegarek. "06:25" Stwierdził, że raczej już nie zaśnie i udał się do łazienki.

Cała sobota minęła leniwie. Malik wysprzątał pokój i resztę dnia spędził na graniu na gitarze. Niedziela nadeszła zbyt szybko. Mulat nadal obawiał się spotkania z Max'em, którego Niall ma przyprowadzić w poniedziałek. Z braku jakiegokolwiek zajęcia, chłopak udał się na spacer. Zajęcie jakże zwyczajne, jednak on miał wrażenie, że jest obserwowany. Zastanawiał się nad tym co zaszło dwa dni wcześniej. Czy to możliwe, że halucynacje wróciły? Ale te uczucie, jakby coś wypalało dziurę w jego brzuchu. To wszystko było zbyt realne jak na halucynacje. Co do chłopaka którego spotkał u przyjaciela, dał sobie spokój i stwierdził, że musiał to być zwykły zbieg okoliczności. Stwierdził również, że musiał to być Max o którym opowiadał blondyn. Po 2 godzinach spaceru, wrócił do Grand Central i czekał na swoje metro. Siedział na stacji i wsłuchiwał się w słowa piosenki, dobiegającej ze słuchawek.
Gdy zatracał się w melodii, ktoś usiadł obok lecz on niezbyt zwrócił na to uwagę. Po chwili postać wstała z powrotem i wtedy Zayn spojrzał w bok. Podniósł się nagle z miejsca. To był on. Ten facet którego widział za oknem. Usłyszał zapowiedz swojego metra i podbiegł tam gdzie miało się ono zatrzymać. Był przerażony. Może jednak wyolbrzymia... może się przewidział. Może... a jeżeli nie? Rozbrzmiał charakterystyczny huk i fala powietrza uderzyła w chłopaka. Maszyna zatrzymała się powoli. Czarnowłosy wszedł do najbliższych drzwi i zauważył, że wagon jest pusty. Nie ucieszyło go to, tak jak zazwyczaj. Usiadł na samym końcu i czekał aż pojazd ruszy. w ostatniej chwili, przed zamknięciem drzwi, do wagonu wbiegł Mężczyzna w długiej szacie i z kapturem na głowie. Metro ruszyło a zakapturzony pasażer stał w miejscu nie tracąc równowagi. Niebieskooki siedział jak na szpilkach i miał nadzieję, że ktoś wsiądzie do przedziału na innej stacji. Czas leciał a do wagonu nikt nie wsiadł. Zayn czuł na sobie jego wzrok mimo, że miał pochyloną głowę, przez co jego twarz była ukryta w cieniu. Czekał niecierpliwie na swoja stacje i próbował nie zwracać uwagi na postać stojącą bez ruchu. Cisze w wagonie przerywały tylko charakterystyczne dźwięki, wydawane przez metro. Nagle mężczyzna ruszył w jego stronę i usiadł na wolnym miejscu obok niego.

-Witaj Zayn.- Powiedział niskim melodyjnym głosem. Malik wzdrygnął się na ten dźwięk i odsunął się lekko od niego. - Możemy porozmawiać?

"NIE!" Krzyczał w myślach lecz na zewnątrz nadal siedział bez ruchu a przerażenie można było wyczytać wyłącznie z jego oczu.W pomieszczeniu rozbrzmiała nazwa jego stacji, na co zerwał się nogi i podbiegł do wyjścia. Teraz trząsł się delikatnie i wpatrywał tępo w metalowe drzwi. Drugi pasażer pojawił się nagle u jego boku i szepnął mu do ucha.

- Dobrze wiesz, że tu jestem, że to prawda.- Przeszedł go dreszcz gdy poczuł jego ciepły oddech na swojej szyi. Kolana się pod nim ugięły, złapał się poręczy obok i starł się nie upaść.- Nie zrobię ci krzywdy Zayn. Mam na imię Umibris. Jestem przyjacie...

- PRZESTAŃ!- Nie wytrzymał. Krzykną najgłośniej jak potrafił. W jego oczach pojawiły się łzy a mężczyzna odsuną się od niego na krok.- Przestań... proszę.

- Nic ci nie zrobię Zayn. Nie musisz się mnie obawiać.

- Dlaczego?

- Nie rozumiem...

- Dlaczego to znowu się dzieje? Dlaczego mi?- Spojrzał na Umibris'a- To ja nic nie rozumiem! PRZECIEŻ JESTEM ZDROWY! - Podniósł głos i nie powstrzymywał już łez.

- Ty zawsze byłeś zdrowy lecz oni ci wmówili, że jest inaczej. Przecież znasz prawdę. - Jego głos był teraz kojący i delikatny jak kołysanka, wręcz idealny. Zbyt idealny.

- To wszystko nie ma sensu.

- Nie oszukujmy się. Ty bardzo dobrze wiesz, że to ma sens. Ty się porostu boisz Zayn. Boisz się mimo, że znasz prawdę i zaistniałą sytuacje.

- Nie. - Zaprzeczył stanowczo i znów staną prosto na nogach. - Nie znam. Ja jestem zdrowy a ty... ty nie istniejesz. Taka jest prawda.

- Zabiją dzwony, zapłonie ogień. Z wysokości można ujrzeć nadzieję. - zaczął wręcz recytować jakieś zdania bez ładu i składu. - Wystarczy jeden krok. Nadchodzi...

- ZAMKNIJ SIĘ!

- Czyli jednak pamiętasz.

- Nie. Zostaw mnie... mam dość

- Ja nie odejdę. Nie mogę odejść. Muszę cię sprowadzić do akademii inaczej...

- Człowiek jest naturą, nie maszyną. - Również zaczął coś recytować. - Natura jest wolna, ona może jeśli chce. Ona nic nie musi. Pamiętasz?

- Daj spokój.

- To ty daj sobie spokój.

Zapanowała cisza. Metro zaczęło się powoli zatrzymywać, czemu towarzyszył delikatny pisk. Drzwi przedziału otworzyły się po czym Zayn, wręcz wybiegł na stację i zaczął wbiegać po schodach. Nie obejrzał się aby sprawdzić czy prześladowca za nim nie idzie. Po 20 minutach biegu, wszedł do domu, zamkną jak najszybciej drzwi i osuną się po nich na ziemie. To było stanowczo za dużo.

sobota, 3 maja 2014

Zapowiedź: Rozdział 3. "Poznać samego siebie."

Tak jak Pisałem. Zapowiedź rozdzialu trzeciego. Przepraszam za wszelkie literówki, przecinki i inne błędy ale cóż, niemiecki komputer = brak polskich znaków.
Tak więc, zapraszam do czytania i nie bójcie się, to opowiadanie nie będzie takie psychiczne jak jego sny :D

xxx Charlie.
___________________________________________________________________________________





Zayn szedł powoli ulicą, nadal zszokowany tym, a raczej kogo zobaczył. Słońce powoli zachodziło co oznaczało dość późną godzinę. Przyspieszył tępo i wrócił do swoich rozmyślań. "To nie może wrócić!" krzyczał wewnątrz siebie. "Ja już zapomniałem! Te oczy, które widywałem każdej nocy... Ten głos, wyżerający mój umysł i te uczucie pustki, które rozrywało moje serce. TEGO NIE MA!" Zacisną mocno powieki i zatrzymał się nagle. Nie rozumiał tego. To wszystko, to były tylko sny. Tylko sny. Nic nie może się stać. Usłyszał za sobą szuranie buta i odwrócił się by zobaczyć kto za nim idzie. Zdziwił się gdy ulica była pusta. nie przejeżdżał obok nawet samochód. Ruszył szybko przed siebie nie oglądając się w tył mimo, że wydawało mu się, że słyszy za sobą kroki. Wybrał jak najszybsza drogę do domu i po chwili zamykał wejściowe drzwi. Wbiegł szybko do salonu i wyjrzał za okno z widokiem na ulice. Po drugiej stronie stal dość wysoki mężczyzna, ubrany w czarna szatę z kapturem. Zayn nie mógł zobaczyć twarzy nieznajomego ale wiedział, że patrzy on na niego. Czuł jakby wywiercał mu dziurę w brzuchu. Nagle czarna postać zniknęła. Nie uciekła czy zmyla się razem z przejeżdżającym autobusem. Zniknęła. Jakby mały punkt w powietrzu wciągną ją do środka. Mulat otworzył szerzej oczy, odwrócił się od okna i zjechał, oparty plecami o ścianę, na podłogę. Czy to halucynacje? Nie. To nie mogło być to. "Przecież ja jestem zdrowy!"
 -Coś nie tak? - Przywrócił go na ziemie głos jego ojczyma, który wszedł właśnie do pokoju. Miał na imię Tom. Był to średniego wzrostu mężczyzna o krótkich, siwych już włosach. Miał przyjazne rysy twarzy, zniszczonej już lekko przez czas. Ręce poniszczone od lat pracy. Na sobie miał zwykły szary sweter i dżinsy. Zayn spojrzał na niego z lekką odrazą i wstał opierając się o parapet.
 -Nie . Wszystko w porządku. - Odparł bez namiętnie i ruszył w stronę schodów nie spoglądając nawet na niego. Wbiegł szybko na gore i wszedł do swojego pokoju. Gdy drzwi za nim trzasnęły ogarnęła go nieopisana pustka i dosłownie po chwili tysiące pytań na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Spojrzał na zegarek. "21:41" pomyślał.
 -No nie powiem. Całkiem ciekawie zapowiadają się te wakacje. - Powiedział sam do siebie i poszedł do łazienki. Po 45 minutach pod prysznicem, wrócił do pokoju owinięty ręcznikiem w pasie i rzucił się na łóżko wykończony. Sięgną po telefon i zaczął przeglądać twittera. Po parunastu tweetach urządzenie zawibrowało. Zayn otworzył wiadomości prywatne i na samej gorze widniał czarny pasek. Lekko zdziwiony klikną na czarne pole, przeczytał wiadomość i jak oparzony odrzucił telefon. Serce zaczęło mu dudnić, oddech przyśpieszył a umysł znowu zalały tysiące pytań. Miała dość. Stanowczo dość. Przykrył się kołdrą po brodę i po dłuższej chwili zapadł w niespokojny sen.

 "Niebieski ogień. Tak odległy lecz parzył jego ciało. Tysiące szeptów, jakby wydrążały tunele w jego umyśle. Płonące znaki, których nie rozumiał. Pochłaniała go ciemność. Twarze tak idealne, niczym wykute w marmurze. Zaczynają pękać i rozsypywać się na miliony kawałków. Chciał uciec przed deszczem skał, lecz nie mógł się ruszyć. Zacisną powieki z całych sil i chciał się przygotować na ból który miał zaraz poczuć. Gdy takowy nie nastąpił  otworzył powoli oczy i ujrzał dookoła nieskończona ciemność z której powoli zaczęły wyłaniać się kontury jakiegoś pomieszczenia. Kolumny. Tak wysokie, że chłopak nie mógł dostrzec końca. Ujrzał mały ołtarz. Biały, niczym śnieżny puch w świetle słońca. Podszedł do niego mimowolnie i obserwował z zachwytem. Biel zaczęła barwic się na czerwień. Spływać po ołtarzu i rozlewać się po podłodze. Krew. Zayn nie mógł oddychać. Gdy brał oddech, czuł jakby coś wypalało jego gardło. Krew zaczęła się podnosić i powoli go zalewać. Nie mógł się ruszyć. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Stał i czekał aż szkarłatna substancja pochłonie go w całości. Gdy znalazł się cały w czerwonej cieczy, wziął głęboki, długo wyczekiwany oddech. Krew ugasiła żar w jego wnętrzu i przyniosła ulgę. Znów zapanował nad własnym ciałem i zaczął szybko płynąć na powierzchnie. Gdy zaczerpną świeżego powietrza spostrzegł dziesiątki martwych ciał, pływających dookoła niego. Znał je. Znał je wszystkie. Zaczął krzyczeć. Błękitny ogień znowu pochłoną jego umysł. Tak odległy, lecz palił jego ciało. Miliony głosów. Co raz to silniejszych, wręcz wyżerały jego dusze. Usłyszał krzyk. Tak bardzo mu znany. Rozerwał on jego serce na kawałki i..."

Przepraszam

No więc... Rozdział miał się pojawić dawno temu. Lecz zaszła taka sytuacja, że gdy skończyłem rozdział i chciałem go skopiować nacisnąłem "j'". Wiecie, zaznaczyłem cały tekst i potem "j" i z całego rozdziału zostało "j"... I tak uszła ze mnie cała motywacja na przepisywanie tego od nowa. Ale już dodaje zapowiedz 3. rozdziału i obiecuje, że akcja się zacznie!

xxx Charlie.

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 2. "Shouldn't come back..."


Hej, hej.

Ogólnie nie było czasu na przepisywanie ale jakoś się uporałem.
Rozdział nie powala wiem, ale jak już mówiłem, akcja się rozkręci.
Następny rozdział pojawi się możne za, ponad tydzień ponieważ mam wycieczkę od poniedziałku do piątku.
Już kończę i zapraszam do czytania.


Charlie xxx

___________________________________________________________________________________




Trójka przyjaciół siedziała w ciszy, a każdy pogrążony był w swoich myślach. Przedział w którym się znajdowali był prawie pusty. Na samym końcu, w grupie, stały nastoletnie dziewczyny, które chichotały co chwile spoglądając na chłopaków. Na przeciw nich, po drugiej stronie wagonu,  siedziały dwie starsze kobiety dyskutujące na temat pogody i lekach. Po środku wagonu siedział samotny, dziwnie jak na taką porę roku, ubrany. Co parę sekund rozbrzmiewał, charakterystyczny dla tej maszyny hałas. Niall spoglądał za szybę,  jakby chciał tam ujrzeć coś innego niż ciemność. Wydawał się być nadal winny za to co powiedział Zayn'owi parę minut temu. Harry skończył właśnie rozmawiać przez telefon z mamą, na temat co ma zabrać ze sobą,  na ten tygodniowy wyjazd,  a Zayn próbował się skupić na czymś innym niż denerwujące śmiechy i spojrzenia nastolatek. 
  - Dobra. Koniec. Kto ma pistolet? - zapytał pół szeptem nieco zdenerwowany. 
  - Bosh. Zi, weź wyluzuj. Niedługo nasza stacja. 
  - Czego one się tak gapią? - Pytał dalej bezsensu. - Może przejdziemy się na piechotę?
  - Nie przesadzaj idioto. - uspokajał go Hazz. - Poza tym, pewnie by za nami poszły.
W tym momencie zapanowała cisza, a Harry myślał, że jego przyjaciel dał sobie spokój. Lecz najwyraźniej się mylił,  ponieważ Mulat wyprostował się nagle i krzyknął.
  - Mam pomysł!
  - Nie wiem jaki ale się nie zgadzam na...
  - No ruszcie się.  Usiądziemy bliżej nich. - Nie dał dokończyć loczkowi, całkowicie ignorując co do niego mówił i ruszył w stronę nastolatek. 
  - Przegrałeś. - oznajmił rozbawiony blondyn. Wstali ze swoich miejsc i przysiedli sie obok bruneta. Gdy tylko cała trójka była w komplecie, dziewczyny zapiszczały albo raczej, wydały z siebie dźwięk,  piszcząco podobny. Było to najwyraźniej spowodowane szczęściem albo podnieceniem. Malik patrzył na nie z dziwnym uśmiechem na ustach i tysiącem iskier w oczach. Szatyn przyjrzał mu się i zrozumiał o co chodzi. 
  - O nie. Nie zgadzam się. - wystrzelił nagle co zabrzmiało dziwnie dla innych osób. 
  - No weź. Co ci szkodzi? - prosił go mulat a Niall nadal nie wiedział o co im chodzi. 
  - Mogę,  pliiiis,  zostać wtajemniczony? - wtrącił się.
  - Ten idiota, chce się ze mną przelizać,  tylko po to żeby zgasić zapał tych desperatek. - wyjaśnił Harry.
  - Chce to zobaczyć! - krzyknął cicho Nialler i zaśmiał się.
  - Co?! No weź mnie nie dobijaj.
  - Ale serio, co ci szkodzi? - powtórzył pytanie Zayn'a. 
  - Ale... - w wagonie zabrzmiał kobiecy głos,  zapowiadający następny przystanek. 
  - No proosze. 
  - Dobra. Okej. 
  - TAK! - krzyknął uradowany brunet, a grupka dziewczyn zachichotała po raz kolejny. Maszyna zatrzymała się powoli i za chwilę otworzyły się metalowe drzwi wypuszczając dwie seniorki. Drzwi zamknęły się z powrotem, po czym metro ruszyło dalej. 
  - No to chodź tu do mnie, misiu. - pośpieszył przyjaciela jakby chciał tego pocałunku od początku. Zayn przesuną się bliżej loczka, spojrzał czy dziewczyny ich obserwują. Uśmiechnął się zadziornie gdy stwierdził, że przyglądają się im uważnie. Bez wahania połączył ich usta w delikatnym pocałunku, a do jego uszu dotarł dźwięk wdychanego głęboko powietrza i delikatnego pisku. Niall zarumienił się słodko i obserwował dalej. Czarnowłosy zarzucił ręce na szyję przyjaciela i przycisną go bardziej do siebie. Przejechał językiem po wargach drugiego,  na co on zareagował od razu i otworzył je szerzej. Zayn zaczął drażnić przyjemnie, podniebienie i język zielonookiego. Harry nie pozostał mu dłużny i ich języki zaczęły walkę o dominację. Mulat przygryzł wargę Hazzy. Odrywali od siebie usta żeby zmienić pozycję głowy ale ich języki były nadal złączone. Gdy blondyn ujrzał tą scenę przez ułamek sekundy, odwrócił szybko głowę w inną stronę. Gdy chłopcy oderwali się od siebie ostatecznie, spojrzeli sobie w oczy i zaśmiali wracając do wcześniejszej pozycji. 
  - Ja chyba serio o czymś nie wiem. - przerwał ich śmiech, a twarz miał koloru dojrzałego buraka. 
  - Może.  - odpowiedział brunet i spojrzał na drugą stronę wagonu. Dziewczyny stały bez ruchu, a kiedy spostrzegły, że cała trójka się im przygląda, odwróciły się do nich plecami i do następnej stacji wymieniały ze sobą wyłącznie jakieś szepty. Chłopcy natomiast milczeli zajęci swoimi myślami. Minute po tym,  jak specyficzny głos kobiety zabrzmiał w wagonie, otworzyły się drzwi. Piątka dziewczyn, wybiegła wręcz z przedziału. Na ich miejsce wsiadło parę starszych osób i drzwi zamknęły się znowu. Cała trójka wybuchła śmiechem. 
  - Te ich miny. HAHA. - wydusił z siebie brunet. - O Boże Niall, powiedz mi, że to nagrałeś.
  - Proszę Cię, był tak samo zamurowany jak one. - wtrącił szatyn uspokajając się powoli. 
  - Spierdalaj. Nie jara mnie to. - oburzył się i odwrócił głowę w inną stronę. 
  - I ten rumieniec to potwierdza. - zaśmiał się Zi.
  - Dooobra. - westchnął Hazz - Zaraz nasz przystanek. 
  - Nom. - zamyślił się mulat. 
  - Może chcesz do mnie wpaść? - zaproponował Niall.
  - Nie... dzięki. Podobno cie to nie jara. - uśmiechnął się do niego zadziornie. 
  - Oj wiesz o co chodzi.
  - Daj spokój. 
  - Może jednak powinieneś pójść, co? - dodał loczek. 
  - ... No okej. Ale na krótko. 
  - Yay! - ucieszył się Horan.
 Minute temu kobieta z głośnika zapowiedziała stację, a teraz maszyna zatrzymywała się stopniowo. 
  - Wysiadamy. - poinformował innych niebieskooki jakby o tym nie wiedzieli. Wstali ze swoich miejsc i wyszli na stację. Do ich nozdrzy dotarł ohydny zapach alkoholu i ... moczu? 
  - Szybciej na górę. Nie wiem jakie kwasy unoszą się tutaj i nie mam zamiaru tego sprawdzać. - powiedział z obrzydzeniem Malik i ruszył schodami na górę. Gdy się tam znaleźli, odetchnęli świeżym powietrzem. 
  - No to czas się pożegnać na tę parę dni. - powiedział Styles i uścisną przyjaciół. - Możliwe, że będę miał neta to piszcie jak coś. 
  - Jasne. To pa. - pożegnali się z nim i patrzyli jak jego czupryna znika za najbliższym zakrętem. Gdy tylko stracili go z oczu odwrócili się w przeciwną stronę i ruszyli przed siebie. 
  - Zayn. -zaczął Irlandczyk.
  - Słucham. 
  - Czy ja serio o czymś nie wiem. Wiesz... o tobie i Harry'm?
  - Bez obaw Niall. - zaśmiał się krótko i kontynuował. - Nie jesteśmy ze sobą. Powiedzieli byśmy ci. Ale to się nie stanie. Harry jest moim najlepszym przyjacielem, jest dla mnie jak brat. Tak samo jak ty. Uwierz mi, że nie widzi mi się chodzenie z wami za rączkę. - zaśmiał się ponownie. 
  - haha. Racja. Sorry, ciekawy byłem. 
  - Spoko. - nastała cisza. Nie taka krępująca, raczej taka na zajęcie się swoimi myślami. Po dłuższej chwili odezwał się Zayn.
  - No to opowiedz mi o Max'ie.
  - Czyli jednak jesteś zainteresowany? - mulat uśmiechnął się tylko i szturchną przyjaciela w ramię. - Wiec... jest od nas starszy o rok. Jest wyższy i w chuj przystojny, ma ciemne włosy i brązowe oczy. Gra na pianinie. Zajebiście gra! No i ma świetne poczucie humoru. 
  - Coś jeszcze?
  - Ogólnie to tyle. Sam go poznasz. 
  - Mam nadzieje, że ma jakieś wady bo na razie wygląda na ideał. 
  - Nie chciałbyś ideału?
  - Ideały są nudne. - odpowiedział i zaśmiał się ponownie. Reszta drogi minęła dość szybko. Po piętnastu minutach byli pod domem Niall'a, który otwierał właśnie drzwi, wpuścił kolegę do środka i zatrzasną je za sobą. 
  - Mamo wróciłem! - krzyknął blondyn. 
  - Gdzieś ty był cały dzień?! - odpowiedział mu krzyk, a następnie z pierwszy drzwi po prawej wyszła dość niska blondynka. 
  - Sorry . Zagadaliśmy się po zakończeniu. 
  - No nic. Jesteście głodni? Zrobić wam kanapki?
  - Yy... jasne. Czemu nie. Poproszę też herbatę. 
  - Tobie Zayn też?
  - Jeśli można. 
  - Oczywiście. To idźcie już na górę, przyniosę wam.
  - Dziękujemy. - powiedział i udał się się za kumplem który był już na schodach. Weszli razem do pokoju i Zi rzucił się od razu na łóżko. Niall podszedł do stojaka na płyty i zaczął je przeglądać. 
  - Czego słuchamy? - zapytał się i spojrzał na bruneta. On tylko uśmiechnął się głupio,  jakby chciał odpowiedzieć mu telepatycznie. Ten przewrócił tylko oczyma i znalazł odpowiednią płytę. - Która?
  - Heart Attack! Albo nie... In USA! Albo nie...
  - Wybór twojego życia... szkoda, że co tydzień ten sam. - parsknął śmiechem. 
  - Oj cicho...
  - PUŚĆ PO PROSTU OD POCZĄTKU. - Wypowiedział to samo w tym samym czasie Niall i wybuchł głośniejszym śmiechem. Uspokoił się po chwili i umieścił czarny krążek w czytniku. Po pokoju rozeszły się pierwsze dźwięki "Heart Attack". Zayn zamkną oczy i wsłuchiwał się w głos swojej idolki.

" Puttin' my defenses up, 'couse I don't wanna fall i love. If I ever did that
I think I’d have a heart attack..."
  - Kocham ją.

  - Wiem. - odparł cicho blondyn i uśmiechnął się na widok szczerego uśmiechu na ustach Zayn'a.
  - A tak w ogóle, to co Harry ma tam odebrać?
  - Niespodzianka mój drogi. 
  - Nie lubię niespodzianek. - skrzywił się lekko na te słowo.
  - Ale tą pokochasz.
  - Aha. Nie sądzę. 
  - Jak wolisz ale... - nie dokończył bo nagle otworzyły się drzwi i jego mama weszła do środka z talerzem kanapek i dwoma, parującymi kubkami herbaty na tacy. Odstawiała wszystko na mały stolik przed łóżkiem i opuściła pokój. 
  - Zayn,  wstawaj. Żarcie. 
  - Juuż. - powiedział przeciągle i przewrócił się tylko na plecy. - Czemu ty masz tak zajebiście miękką pościel a ja nie? 
  - Możemy się wymienić.
  - SERIO? - podniósł się gwałtownie i spojrzał w niebieskie tęczówki pełen nadziei. 
  - Chyba cie pojebało. Ja kocham to puszyste coś. - zaprzeczył szybko - Ale skoro wstałeś to rusz tutaj twój seksi zad.
  - Zgiń i przepadnij w czeluściach hadesu.
  - Parcy Jackson.
  - Oj tam, oj tam. - rzucił i podszedł do stolika.  Podsunął sobie skórzany worek i usiadł wygodnie. Zajadali się tak,  robiąc głupie miny i tańcząc dziwnie w rytm danej piosenki. 
  - OMG! Daj głośniej! Kocham to! - krzyknął nagle mulat przy czym machnął ręką tak, że ogórek z kanapki wylądował na policzku Irlandczyka.
  - ... Ta,  nie ma sprawy... 
  - HAHA! 
Blondyn chwycił pilot od wieży i pogłośnił ją.

"Baby when they look up at the sky, we'll be shootin' stars just passin' by. You'll be comin' home with me tonight, we'll be burnin' up like neon lights."
  - haha. Niall, zostało ci trochę masła na policzku. 
  - Brawo. Serio jesteś geniuszem. Ty rzucasz jedzeniem, ty sprzątasz.
  - Jesteś tego pewny?
  - Na sto procent. 
  - Okej. - odpowiedział dziwnym tonem głosu i uśmiechnął się. Podszedł powoli do przyjaciela, złapał go za brodę i dosłownie zlizał z niego resztę substancji. Oddalił się kawałek i spojrzał na Horana. Jego twarz przybrała czerwonego koloru a oczy otworzone były szerzej. Zayn wrócił zadowolony na swoje miejsce i chwycił kubek z napojem. 
  - Yy... - wydusił z siebie nadal zawstydzony Niall. - Zaprosisz kogoś na biwak? - zapytał próbując się trochę ogarnąć. 
  - Nie, raczej nie. - odpowiedział nadal rozbawiony Malik. - Za to ty, powinieneś zaprosić Natalie z 8c.
  - Może. Nie wiem, zastanowię się. - Nagle w całym mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Żaden z chłopaków się nie podniósł, bo wiedzieli, że mama Niall'a je otworzy. Za chwilę jednak, zostali zmuszeni wstać z miejsc gdyż kobieta zawołał swojego syna na dół. Czarnowłosy wyszedł zaraz za nim. Schodząc po schodach dostrzegł drugą parę stóp,  co oznaczało, że ktoś odwiedził jego przyjaciela. Zszedł niżej i nagle zamarł w miejscu. Oczy prawie wypadły mu z orbit a usta otworzyły lekko.
  - O Zayn. Poznaj... - zamilkł bo brunet zaczął wbiegać szybko,  z powrotem na górę. Wpadł do pokoju Niall'a, wziął swoją torbę i wybiegł ponownie. Zbiegł na dół, spojrzał znowu na gościa. Rzucił szybkie "Muszę iść" i opuścił mieszkanie. 
  - Coś nie tak? - zapytał brązowooki.
  - Nie wiem... - odpowiedział równie zdziwiony jak jego kolega. 
  - To był ten Zayn?
  - Tak... ale on się tak nigdy nie zachowuje. - zapadła cisza, a z góry dobiegły ostatnie słowa piosenki

"Maybe you shouldn't come back to me."

środa, 29 stycznia 2014

Rozdzial 1 - The end of school...

Hejj ;3
Przepraszam za błędy i za to ze zawiało nudą !
Postaram się jak najszybciej wrzucić następny rozdział !!



Mam nadzieję że ten rozdział nie zniechęci was do dalszego czytania!



xxxCharlie









------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------















Godzina 16:30, 30 czerwca ,



New York City,



szkoła wyższa im. A.Lincolna.
Głośny dzwonek przeciął bezlitośnie cisze na szkolnych korytarzach.
Urządzenie przestało dzwonić lecz hałas nie ustał.
 Zastąpiły go krzyki, szlochy i śmiechy uczniów wywołane świadomością, że to była ostatnia lekcja w tej szkole. Oczywiście nie dla młodszych klas, którym został jeszcze rok czy dwa lata nauki.
Niektórzy absolwenci przepychali się przez tłum nastolatków, biegnąc w stronę wyjścia.
Drudzy przekrzykiwali się nawzajem ustalając daty i miejsca spotkań.
 Jeszcze inni płakali gdyż nadszedł czas pożegnania i wiele szkolnych przyjaźni sie właśnie kończy.
 Pozostali uczniowie, popchnięci przez szarżujących do drzwi, krzyczeli oburzeni za nagłe naruszenie ich prywatności i przerwanie rozmowy.



W całym tym chaosie uczuć i dźwięków, powolnym, spokojnym krokiem w stronę tylnego wyjścia kierowała się trójką absolwentów.
Trzech chłopców podobnego wzrostu.
Młodzieniec po lewej, blondyn o niebieskich oczach, rozglądał się, śmiał i opowiadał o czymś zachwycony czy rozbawiony, obserwując sytuacje na innych korytarzach.
Nastolatek po prawej stronie, brązowe, po wywijane na wszystkie strony loki i zielone oczy.
Opowiadał o czymś,  w jego mniemaniu ciekawym, ale jego towarzysze na zaintrygowanych nie wyglądali. Chłopak po środku, kruczo czarne włosy i niewiarygodnie błękitne oczy.
Ręce schowane w kieszeniach tak, że odsłonięte były tylko kciuki. Twarz nie wyrażająca żadnego uczucia. Wydawał się nie zwracać uwagi na swoich przyjaciół.
Jednak to tylko pozory.
W rzeczywistości słuchał ich oboje dokładnie.
Byli dla niego powód do życia.
Co można uznać jako tako za prawdę, ponieważ gdyby nie ta dwójka zapewne nie byłoby go tutaj.



Jednak nie będziemy teraz o tym opowiadać.
Trójka przyjaciół skręciła w lewo i po chwili byli na tyłach szkoły.
Gdy duże, drewniane drzwi zamknęły się za nimi cały hałas dobiegający z zewnątrz ucichł w jednej chwili sprawiając wrażenie jakby nigdy nie istniał.
 Chłopcy wzięli w tym samym czasie wdech i wypuścili powietrze powoli.



  - Więc? Myślicie, że się uda? - zapytał zielonooki. - Zayn? Niall? - zwrócił na siebie uwagę, gdy zauważył, że koledzy wydawali się go nie słuchać.



  - Yy tak... tak jasne. - odpowiedział brunet.



  - Pewnie! - dodał blondyn wyraźnie zdezorientowany.



  - Wy cepy! Nie słuchacie mnie! Załamie się, popadnę w depresję i umrę w samotności.  A to wszystko wasza wina.



  - Mówiłeś o zorganizowaniu biwaku pod koniec lipca. - odparł spokojnie Zayn. - Więc nie obrażaj mnie proszę Haroldzie bo naprawdę umrzesz w samotności.



  - Nieee. Zaaayn,  nie zostawiaj mnie w tej czarnej godzinie! - krzyknął i teatralnie przyłożył rękę do czoła.



  - Podważ jeszcze raz, mą jakże niesamowitą podzielność uwagi, to obiecuje ci, że skończysz jak biedny profesor Henik - odpowiedział powstrzymując się od śmiechu.



  - No wiesz Zayn. Takie podłe słowa do przyjaciela. - wtrącił sie Niall, siląc się na poważny ton.



  - Dokładnie tak. Jeszcze raz i spisz na kanapie. - zagroził mulatowi loczek.



  - oh kochanie Przepraszam... i tak byś mnie na nią nie wysłał. Jestem zbyt sexi. - oznajmił skromnie i zaśmiał sie razem z blondynem.



  - Pff, śnij skarbie. Będziesz spał na wycieraczce.



  - Jaasne. A kim niby jest bożyszcz nastolatek? Czekaj, jak to powiedziała Sara z 3b? ... Aaa tak. Seksi kicza. - po dwóch ostatnich słowach zapanowała cisza, a po chwili wszyscy razem wybuchli śmiechem.



  - aahaha... taa leci na ciebie od sześciu lat. Nawet do tej szkoły za tobą poszła. - parskną rozbawiony Nialler.



  - Biedna. Pewnie opuściła wszystkie szalone imprezki, żeby oceny podnieść.



  - No, ale już jej nie zobaczymy. Nie będę tęsknił. - powiedział Hazz.



  - Ta ja też. - zgodził się z nim Ni. - Ciekawe co by zrobiła, gdyby dowiedziała się, że jej bóg seksu woli chłopców.



  - no wiesz... jest wiele opcji. Prawdopodobnie zabiła by się tłuczkiem do mięsa.  - zaśmiał się szatyn.



  - Chyba przesadzacie. - zaprzeczył teorii kolegów błękitnooki.



  - Zayn. Ona nasłała futbolistów na Steav'a z 3a, gdy się dowiedziała, że całował sie z Gorg'em. Pomijając fakt, że to było na imprezie, przy grze w butelkę i byli nieźle wstawieni. - oznajmił zdenerwowany Harry.



  - A gdy ktoś jej powiedział, że Jade jest bi, wywaliła ją z cheerleaderek i zrujnowała jej szansę na stypendium sportowe. Ona jest nieźle walnięta. - dodał Niall podobnym do Harry'ego tonem.



  - Co za... ciekawe jakby sie poczuła, gdyby obiekt jej westchnień okazał się gejem... - zamyślił się lekko Zayn a z tej czynności wyrwał go zachrypnięty głos.



  - To zapewne bardzo ciekawe ale wiecie, że musimy wracać do domu.






Rzeczywiście trochę się zapomnieli.
Zajęci rozmową nie zauważyli, że szkoła jest już pusta a na parkingu zostały zaledwie cztery samochody. Nie było słychać krzyczących uczniów,  którzy przenieśli sie na zewnątrz, tylko delikatny szum liści. Chłopcy przymknęli powieki, a ciepły,  letni wiatr musną ich twarze.
Westchnęli przeciągle, poprawili torby i ruszyli powoli w stronę głównej bramy.






  - Nie mogę uwierzyć, że to koniec męczarni w tej budzie. - odezwał się uradowany blondyn.



  - Nie mów mi, że tak bardzo jej nienawidzisz. - zaśmiał sie Zayn.



  - Oczywiście, że tak. Zmarnowałem tam trzy lata życia.



  - Aha... czyli ten czas z nami to była strata czasu. Poznanie nas to zapewne największa masakra w twoim życiu, które bez tej szkoły byłoby na pewno bardziej ciekawe? - zapytał ironicznie.



  - ... no wiesz... nie to mam na myśli... cholera Zayn przestaniesz niszczyć mój tok myślenia? - oburzył się i dla większego efektu skrzyżował ręce na piersi. Pozostała dwójka zaczęła się śmiać z powodu miny przyjaciela.






Nadal się śmiejąc opuścili teren szkoły i zaczęli kierować się do najbliższej stacji metra.
 Rozmawiali o tym co będzie po wakacjach.
W zasadzie tylko Zayn nie wiedział co ma ze sobą zrobić w przyszłości.
Postanowił ze narazie wyluzuje i spędzi miło wakacje.
Nagle, całkowicie nie na temat odezwał się Styles.






  - Ja muszę wyjechać na ten tydzień.



  - CO?! Ale mieliśmy się spotkać w poniedziałek.  - zabrzmiał oburzony chórek.



  - Musze załatwić parę spraw z naszym biwakiem i coś odebrać od ojca. - spojrzał na Horana porozumiewawczo co nie uciekło uwadze bruneta.



  - Nie musisz. - rzucił ni z tego ni z owego Malik. - Przynajmniej szybciej wrócisz.



  - Nie wrócę, tak czy tak będę tam tydzień.



  - Tak czy tak możesz zająć sie tylko biwakiem.



  - Nie mogę panie, "czytam wam w myślach." Tym razem nie masz racji. To coś jest dla naszej trójki.



  - Grrrr - zawarczał Zayn.



  - aww, Zi jak ty to słodko robisz. - zachwycił się blondyn.



  - I mój drogi, a jakie on dźwięki w łóżku wydaje! O kochany! - krzyknął zachwycony, a ludzie spoglądali na niego jakby był chory umysłowo.



  - Tak jakbyś ty coś o tym wiedział ślepojebie. - zaśmiał się brunet. - I nie drzyj się tak bo cię w psychiatryka wsadzą.



  - Oczywiście skarbie. Ale wiesz...



  - Nic nie mów...



  - No ale...



  - Jak się nie zamkniesz to ja cie zamknę. Najlepiej jakimś parapetem.



  - No okej. Już nic nie mowie. - odpuścił sobie loczek, resztkami sił powstrzymując śmiech.



  - O czym ma nie mówić? - zapytał zaciekawiony Niall. - Weź mi powiedz.



  - Niall lepiej sobie nie zaprzątaj tym głowy. Jeszcze ci się na psychice odciśnie. - ostrzegł go mulat. - no albo zmienisz orientację, a nie chcemy zaburzyć tej pięknej harmonii tutaj.



  - Jakiej harmonii idioto? - chichotał Hazz - za dużo telewizji kolego.



  - Ja gej, ty bi, on hetero. Patrz jaka piękna harmonia... I WEŹ SIĘ, NIE OGLĄDAM ZA DUŻO TELEWIZJI, TY MUGOLU TY.



  - hahaha tak racja... za dużo Harry'ego Potter'a. - dodał Niall.



  - Harry Potter jest najlepszy.



  - wiemy. - oznajmili razem śmiejąc się.



Przyspieszyli trochę kroki i po piętnastu minutach byli pod metrem.



  - Nasz będzie dopiero za pół godziny. - powiedział Zayn gdy zaczęli schodzić po schodach na stację.



  - Jeej, więcej czasu razem! - zawołał blondyn.



  - Wieczny optymista. - zaśmiał się szatyn.



  - A właśnie.



  - Co znowu?



  - Skoro ty musisz wyjechać to wezmę w poniedziałek kogoś ze sobą. Ok Zayn?



  - yyy... ta jasne.  A kogo? - zapytał.



  - Kolegę. Spodoba ci się. - odpowiedział i puścił mu całusa w powietrzu.



  - Nie gustuje w hetero.



  - A kto powiedział, że on jest hetero?



  - O niee. - wtrącił się w ich rozmowę Harry. - Nikomu nie pozwalam podrywać mojego misia. - oburzył się i wtulił w ramie chłopaka, który tylko parskną śmiechem na zachowanie przyjaciela.



  - Czasami się zastanawiam czy czegoś przede mną nie ukrywacie... - spojrzał na nich podejrzliwie.



  - O tak, ruchamy się gdy tylko nie patrzysz. Nawet kiedy mrugasz!



  - Bardzo śmieszne. - uśmiechnął się pomimo, że chciał udawać obrażonego. - W każdym razie, on się nazywa Max,  jest gejem i nie obraź się ale trochę mu o tobie opowiadałem i...



  - Czekaj. CO?! Czy. Ciebie. Pogięło. Do reszty?! - zapytał wyraźnie zdenerwowany.



  - No co. Nie masz pojęcia jak on się uśmiechał i te iskierki w jego oczach. - mówił dalej a Zayn zamyślił się.



  - ... Nie. Nie chcę żebyś bawił się w swatkę.



  - No ale...



  - Nie. Skończ.



  - Czemu nie dasz mu nawet szansy?



  - Powiedziałem nie Niall.



  - Boisz się? Nadal się boisz tego głupiego... - Horan zamilkł nagle, a Hazz spojrzał na niego z mordem w oczach.



  - ...



  - Zayn... ja przepraszam. Nie chciałem. Masz rację, nie powinienem...



  - Nie. - przerwał mu mulat. - Ty masz rację. - dodał. Jego twarz nie zdradzała żadnego uczucia. Oczy jakby umarły w jednym momencie. Spojrzał na przyjaciół i uśmiechnął się tak sztucznie, jak tylko było to możliwe. Wyglądał wręcz przerażająco. Harry'ego przeszedł dreszcz na ten widok a Niall, ze wstydu, spuścił wzrok na swoje buty.



  - Zayn, naprawdę cię przepraszam. To...



  - Daj spokój. - przerwał mu bo wiedział, że chłopak będzie go przepraszał całą drogę powrotną, a tego by nie zniósł. - Nic się nie stało. Chętnie poznam tego Max'a. A co do tego... nie przejmuj się tak. Było minęło.



  - Zayn... - powiedział jakby nieświadomie Harry. Mimo, że to co powiedział Niall, nawiązywało do małej części przeszłości, Hazza wiedział, że pomimo to zabolało to Zayn'a.
Chciał jak tylko się da, unikać "tych" tematów. Wiedział, że mimo upływu czasu, jego przyjaciel nadal cierpi. Chciał go chronić na każdy, możliwy sposób ale nie zawsze było to możliwe i przez to czuł się tak okropnie winny.
Następne piętnaście minut spędzili w ciszy po czym odezwał sie Zayn.



  - Nasze metro. - oznajmił krótko i ruszył w stronę, zatrzymującej się właśnie maszyny. Chłopcy patrzyli chwile w jego plecy z wyraźną troską i po chwili, dogonili go i razem weszli do wagonu.

















niedziela, 26 stycznia 2014

Prolog



Witam na moim pierwszym blogu.!
Chciałbym podziękować mojej przyjaciółce Natii za pomoc ♡ 

Więc nie będę przedłużać tylko zapraszam do czytania.
Mam nadzieję że opowiadanie przypadnie wam do gustu. 

Tak więc zapraszam na prolog 

xxx Charlie 


------------------------------------------------------------------------------------------

Muzyka - https://www.youtube.com/watch?v=aNzCDt2eidg








Żadna bajka,
romans czy dramat nie może odgrywać sie z tylko jednym bohaterem. 
A czym jest ta historia? 
Jest to bajka wypełniona romansem, nie szczędząc sobie dramatu. 
Więc nie ma cienia możliwości by rozegrała sie nawet przy całej obsadzie.
 Więc o czym to jest? 
O kim opowiada? 
Jak się kończy? 
Jeżeli całe życie bohaterów jest za krótkie by zmieścił sie w nim happy end. 
Czy prawdą jest, że uczucia, te niewiarygodnie silne nie umierają wraz z ich nosicielem? 
Czy istnieje życie po życiu?
 Gdy darzymy kogoś takimi uczuciami, lecz nie mamy możliwości ich ujawnić, czy po śmierci mamy szanse spotkać tą osobę? 
Może dzieje się to w całkowicie inny sposób? 
Poznajcie proszę historię o uczuciach które przetrwały zwykłe, ludzkie życie.



 ... Deszcz uderza bezlitośnie o szyby za kratami. Błyskawice rozświetlają co chwile przerażająco biały pokój. Chłopak na jego środku siedzi po turecku i przygląda się szalejącemu na zewnątrz żywiołowi. Z każdym hukiem czuje dziwny spokój. Następny błysk, a jego światło jakby zamarzło w błękitnych tęczówkach. Po bladym policzku spływa samotna łza. A młodzieniec zadawał sobie tylko jedno pytanie. "Kiedy nadejdzie wymarzony koniec"...