Przepraszam za błędy i za to ze zawiało nudą !
Postaram się jak najszybciej wrzucić następny rozdział !!
Mam nadzieję że ten rozdział nie zniechęci was do dalszego czytania!
xxxCharlie
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Godzina 16:30, 30 czerwca ,
New York City,
szkoła wyższa im. A.Lincolna.
Głośny dzwonek przeciął bezlitośnie cisze na szkolnych korytarzach.
Urządzenie przestało dzwonić lecz hałas nie ustał.
Zastąpiły go krzyki, szlochy i śmiechy uczniów wywołane świadomością, że to była ostatnia lekcja w tej szkole. Oczywiście nie dla młodszych klas, którym został jeszcze rok czy dwa lata nauki.
Niektórzy absolwenci przepychali się przez tłum nastolatków, biegnąc w stronę wyjścia.
Drudzy przekrzykiwali się nawzajem ustalając daty i miejsca spotkań.
Jeszcze inni płakali gdyż nadszedł czas pożegnania i wiele szkolnych przyjaźni sie właśnie kończy.
Pozostali uczniowie, popchnięci przez szarżujących do drzwi, krzyczeli oburzeni za nagłe naruszenie ich prywatności i przerwanie rozmowy.
W całym tym chaosie uczuć i dźwięków, powolnym, spokojnym krokiem w stronę tylnego wyjścia kierowała się trójką absolwentów.
Trzech chłopców podobnego wzrostu.
Młodzieniec po lewej, blondyn o niebieskich oczach, rozglądał się, śmiał i opowiadał o czymś zachwycony czy rozbawiony, obserwując sytuacje na innych korytarzach.
Nastolatek po prawej stronie, brązowe, po wywijane na wszystkie strony loki i zielone oczy.
Opowiadał o czymś, w jego mniemaniu ciekawym, ale jego towarzysze na zaintrygowanych nie wyglądali. Chłopak po środku, kruczo czarne włosy i niewiarygodnie błękitne oczy.
Ręce schowane w kieszeniach tak, że odsłonięte były tylko kciuki. Twarz nie wyrażająca żadnego uczucia. Wydawał się nie zwracać uwagi na swoich przyjaciół.
Jednak to tylko pozory.
W rzeczywistości słuchał ich oboje dokładnie.
Byli dla niego powód do życia.
Co można uznać jako tako za prawdę, ponieważ gdyby nie ta dwójka zapewne nie byłoby go tutaj.
Jednak nie będziemy teraz o tym opowiadać.
Trójka przyjaciół skręciła w lewo i po chwili byli na tyłach szkoły.
Gdy duże, drewniane drzwi zamknęły się za nimi cały hałas dobiegający z zewnątrz ucichł w jednej chwili sprawiając wrażenie jakby nigdy nie istniał.
Chłopcy wzięli w tym samym czasie wdech i wypuścili powietrze powoli.
- Więc? Myślicie, że się uda? - zapytał zielonooki. - Zayn? Niall? - zwrócił na siebie uwagę, gdy zauważył, że koledzy wydawali się go nie słuchać.
- Yy tak... tak jasne. - odpowiedział brunet.
- Pewnie! - dodał blondyn wyraźnie zdezorientowany.
- Wy cepy! Nie słuchacie mnie! Załamie się, popadnę w depresję i umrę w samotności. A to wszystko wasza wina.
- Mówiłeś o zorganizowaniu biwaku pod koniec lipca. - odparł spokojnie Zayn. - Więc nie obrażaj mnie proszę Haroldzie bo naprawdę umrzesz w samotności.
- Nieee. Zaaayn, nie zostawiaj mnie w tej czarnej godzinie! - krzyknął i teatralnie przyłożył rękę do czoła.
- Podważ jeszcze raz, mą jakże niesamowitą podzielność uwagi, to obiecuje ci, że skończysz jak biedny profesor Henik - odpowiedział powstrzymując się od śmiechu.
- No wiesz Zayn. Takie podłe słowa do przyjaciela. - wtrącił sie Niall, siląc się na poważny ton.
- Dokładnie tak. Jeszcze raz i spisz na kanapie. - zagroził mulatowi loczek.
- oh kochanie Przepraszam... i tak byś mnie na nią nie wysłał. Jestem zbyt sexi. - oznajmił skromnie i zaśmiał sie razem z blondynem.
- Pff, śnij skarbie. Będziesz spał na wycieraczce.
- Jaasne. A kim niby jest bożyszcz nastolatek? Czekaj, jak to powiedziała Sara z 3b? ... Aaa tak. Seksi kicza. - po dwóch ostatnich słowach zapanowała cisza, a po chwili wszyscy razem wybuchli śmiechem.
- aahaha... taa leci na ciebie od sześciu lat. Nawet do tej szkoły za tobą poszła. - parskną rozbawiony Nialler.
- Biedna. Pewnie opuściła wszystkie szalone imprezki, żeby oceny podnieść.
- No, ale już jej nie zobaczymy. Nie będę tęsknił. - powiedział Hazz.
- Ta ja też. - zgodził się z nim Ni. - Ciekawe co by zrobiła, gdyby dowiedziała się, że jej bóg seksu woli chłopców.
- no wiesz... jest wiele opcji. Prawdopodobnie zabiła by się tłuczkiem do mięsa. - zaśmiał się szatyn.
- Chyba przesadzacie. - zaprzeczył teorii kolegów błękitnooki.
- Zayn. Ona nasłała futbolistów na Steav'a z 3a, gdy się dowiedziała, że całował sie z Gorg'em. Pomijając fakt, że to było na imprezie, przy grze w butelkę i byli nieźle wstawieni. - oznajmił zdenerwowany Harry.
- A gdy ktoś jej powiedział, że Jade jest bi, wywaliła ją z cheerleaderek i zrujnowała jej szansę na stypendium sportowe. Ona jest nieźle walnięta. - dodał Niall podobnym do Harry'ego tonem.
- Co za... ciekawe jakby sie poczuła, gdyby obiekt jej westchnień okazał się gejem... - zamyślił się lekko Zayn a z tej czynności wyrwał go zachrypnięty głos.
- To zapewne bardzo ciekawe ale wiecie, że musimy wracać do domu.
Rzeczywiście trochę się zapomnieli.
Zajęci rozmową nie zauważyli, że szkoła jest już pusta a na parkingu zostały zaledwie cztery samochody. Nie było słychać krzyczących uczniów, którzy przenieśli sie na zewnątrz, tylko delikatny szum liści. Chłopcy przymknęli powieki, a ciepły, letni wiatr musną ich twarze.
Westchnęli przeciągle, poprawili torby i ruszyli powoli w stronę głównej bramy.
- Nie mogę uwierzyć, że to koniec męczarni w tej budzie. - odezwał się uradowany blondyn.
- Nie mów mi, że tak bardzo jej nienawidzisz. - zaśmiał sie Zayn.
- Oczywiście, że tak. Zmarnowałem tam trzy lata życia.
- Aha... czyli ten czas z nami to była strata czasu. Poznanie nas to zapewne największa masakra w twoim życiu, które bez tej szkoły byłoby na pewno bardziej ciekawe? - zapytał ironicznie.
- ... no wiesz... nie to mam na myśli... cholera Zayn przestaniesz niszczyć mój tok myślenia? - oburzył się i dla większego efektu skrzyżował ręce na piersi. Pozostała dwójka zaczęła się śmiać z powodu miny przyjaciela.
Nadal się śmiejąc opuścili teren szkoły i zaczęli kierować się do najbliższej stacji metra.
Rozmawiali o tym co będzie po wakacjach.
W zasadzie tylko Zayn nie wiedział co ma ze sobą zrobić w przyszłości.
Postanowił ze narazie wyluzuje i spędzi miło wakacje.
Nagle, całkowicie nie na temat odezwał się Styles.
- Ja muszę wyjechać na ten tydzień.
- CO?! Ale mieliśmy się spotkać w poniedziałek. - zabrzmiał oburzony chórek.
- Musze załatwić parę spraw z naszym biwakiem i coś odebrać od ojca. - spojrzał na Horana porozumiewawczo co nie uciekło uwadze bruneta.
- Nie musisz. - rzucił ni z tego ni z owego Malik. - Przynajmniej szybciej wrócisz.
- Nie wrócę, tak czy tak będę tam tydzień.
- Tak czy tak możesz zająć sie tylko biwakiem.
- Nie mogę panie, "czytam wam w myślach." Tym razem nie masz racji. To coś jest dla naszej trójki.
- Grrrr - zawarczał Zayn.
- aww, Zi jak ty to słodko robisz. - zachwycił się blondyn.
- I mój drogi, a jakie on dźwięki w łóżku wydaje! O kochany! - krzyknął zachwycony, a ludzie spoglądali na niego jakby był chory umysłowo.
- Tak jakbyś ty coś o tym wiedział ślepojebie. - zaśmiał się brunet. - I nie drzyj się tak bo cię w psychiatryka wsadzą.
- Oczywiście skarbie. Ale wiesz...
- Nic nie mów...
- No ale...
- Jak się nie zamkniesz to ja cie zamknę. Najlepiej jakimś parapetem.
- No okej. Już nic nie mowie. - odpuścił sobie loczek, resztkami sił powstrzymując śmiech.
- O czym ma nie mówić? - zapytał zaciekawiony Niall. - Weź mi powiedz.
- Niall lepiej sobie nie zaprzątaj tym głowy. Jeszcze ci się na psychice odciśnie. - ostrzegł go mulat. - no albo zmienisz orientację, a nie chcemy zaburzyć tej pięknej harmonii tutaj.
- Jakiej harmonii idioto? - chichotał Hazz - za dużo telewizji kolego.
- Ja gej, ty bi, on hetero. Patrz jaka piękna harmonia... I WEŹ SIĘ, NIE OGLĄDAM ZA DUŻO TELEWIZJI, TY MUGOLU TY.
- hahaha tak racja... za dużo Harry'ego Potter'a. - dodał Niall.
- Harry Potter jest najlepszy.
- wiemy. - oznajmili razem śmiejąc się.
Przyspieszyli trochę kroki i po piętnastu minutach byli pod metrem.
- Nasz będzie dopiero za pół godziny. - powiedział Zayn gdy zaczęli schodzić po schodach na stację.
- Jeej, więcej czasu razem! - zawołał blondyn.
- Wieczny optymista. - zaśmiał się szatyn.
- A właśnie.
- Co znowu?
- Skoro ty musisz wyjechać to wezmę w poniedziałek kogoś ze sobą. Ok Zayn?
- yyy... ta jasne. A kogo? - zapytał.
- Kolegę. Spodoba ci się. - odpowiedział i puścił mu całusa w powietrzu.
- Nie gustuje w hetero.
- A kto powiedział, że on jest hetero?
- O niee. - wtrącił się w ich rozmowę Harry. - Nikomu nie pozwalam podrywać mojego misia. - oburzył się i wtulił w ramie chłopaka, który tylko parskną śmiechem na zachowanie przyjaciela.
- Czasami się zastanawiam czy czegoś przede mną nie ukrywacie... - spojrzał na nich podejrzliwie.
- O tak, ruchamy się gdy tylko nie patrzysz. Nawet kiedy mrugasz!
- Bardzo śmieszne. - uśmiechnął się pomimo, że chciał udawać obrażonego. - W każdym razie, on się nazywa Max, jest gejem i nie obraź się ale trochę mu o tobie opowiadałem i...
- Czekaj. CO?! Czy. Ciebie. Pogięło. Do reszty?! - zapytał wyraźnie zdenerwowany.
- No co. Nie masz pojęcia jak on się uśmiechał i te iskierki w jego oczach. - mówił dalej a Zayn zamyślił się.
- ... Nie. Nie chcę żebyś bawił się w swatkę.
- No ale...
- Nie. Skończ.
- Czemu nie dasz mu nawet szansy?
- Powiedziałem nie Niall.
- Boisz się? Nadal się boisz tego głupiego... - Horan zamilkł nagle, a Hazz spojrzał na niego z mordem w oczach.
- ...
- Zayn... ja przepraszam. Nie chciałem. Masz rację, nie powinienem...
- Nie. - przerwał mu mulat. - Ty masz rację. - dodał. Jego twarz nie zdradzała żadnego uczucia. Oczy jakby umarły w jednym momencie. Spojrzał na przyjaciół i uśmiechnął się tak sztucznie, jak tylko było to możliwe. Wyglądał wręcz przerażająco. Harry'ego przeszedł dreszcz na ten widok a Niall, ze wstydu, spuścił wzrok na swoje buty.
- Zayn, naprawdę cię przepraszam. To...
- Daj spokój. - przerwał mu bo wiedział, że chłopak będzie go przepraszał całą drogę powrotną, a tego by nie zniósł. - Nic się nie stało. Chętnie poznam tego Max'a. A co do tego... nie przejmuj się tak. Było minęło.
- Zayn... - powiedział jakby nieświadomie Harry. Mimo, że to co powiedział Niall, nawiązywało do małej części przeszłości, Hazza wiedział, że pomimo to zabolało to Zayn'a.
Chciał jak tylko się da, unikać "tych" tematów. Wiedział, że mimo upływu czasu, jego przyjaciel nadal cierpi. Chciał go chronić na każdy, możliwy sposób ale nie zawsze było to możliwe i przez to czuł się tak okropnie winny.
Następne piętnaście minut spędzili w ciszy po czym odezwał sie Zayn.
- Nasze metro. - oznajmił krótko i ruszył w stronę, zatrzymującej się właśnie maszyny. Chłopcy patrzyli chwile w jego plecy z wyraźną troską i po chwili, dogonili go i razem weszli do wagonu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz