Tak jak Pisałem. Zapowiedź rozdzialu trzeciego. Przepraszam za wszelkie literówki, przecinki i inne błędy ale cóż, niemiecki komputer = brak polskich znaków.
Tak więc, zapraszam do czytania i nie bójcie się, to opowiadanie nie będzie takie psychiczne jak jego sny :D
xxx Charlie.
___________________________________________________________________________________
Tak więc, zapraszam do czytania i nie bójcie się, to opowiadanie nie będzie takie psychiczne jak jego sny :D
xxx Charlie.
___________________________________________________________________________________
Zayn szedł powoli ulicą, nadal zszokowany tym, a raczej kogo zobaczył. Słońce powoli zachodziło co oznaczało dość późną godzinę. Przyspieszył tępo i wrócił do swoich rozmyślań. "To nie może wrócić!" krzyczał wewnątrz siebie. "Ja już zapomniałem! Te oczy, które widywałem każdej nocy... Ten głos, wyżerający mój umysł i te uczucie pustki, które rozrywało moje serce. TEGO NIE MA!" Zacisną mocno powieki i zatrzymał się nagle. Nie rozumiał tego. To wszystko, to były tylko sny. Tylko sny. Nic nie może się stać. Usłyszał za sobą szuranie buta i odwrócił się by zobaczyć kto za nim idzie. Zdziwił się gdy ulica była pusta. nie przejeżdżał obok nawet samochód. Ruszył szybko przed siebie nie oglądając się w tył mimo, że wydawało mu się, że słyszy za sobą kroki. Wybrał jak najszybsza drogę do domu i po chwili zamykał wejściowe drzwi. Wbiegł szybko do salonu i wyjrzał za okno z widokiem na ulice. Po drugiej stronie stal dość wysoki mężczyzna, ubrany w czarna szatę z kapturem. Zayn nie mógł zobaczyć twarzy nieznajomego ale wiedział, że patrzy on na niego. Czuł jakby wywiercał mu dziurę w brzuchu. Nagle czarna postać zniknęła. Nie uciekła czy zmyla się razem z przejeżdżającym autobusem. Zniknęła. Jakby mały punkt w powietrzu wciągną ją do środka. Mulat otworzył szerzej oczy, odwrócił się od okna i zjechał, oparty plecami o ścianę, na podłogę. Czy to halucynacje? Nie. To nie mogło być to. "Przecież ja jestem zdrowy!"
-Coś nie tak? - Przywrócił go na ziemie głos jego ojczyma, który wszedł właśnie do pokoju. Miał na imię Tom. Był to średniego wzrostu mężczyzna o krótkich, siwych już włosach. Miał przyjazne rysy twarzy, zniszczonej już lekko przez czas. Ręce poniszczone od lat pracy. Na sobie miał zwykły szary sweter i dżinsy. Zayn spojrzał na niego z lekką odrazą i wstał opierając się o parapet.
-Nie . Wszystko w porządku. - Odparł bez namiętnie i ruszył w stronę schodów nie spoglądając nawet na niego. Wbiegł szybko na gore i wszedł do swojego pokoju. Gdy drzwi za nim trzasnęły ogarnęła go nieopisana pustka i dosłownie po chwili tysiące pytań na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Spojrzał na zegarek. "21:41" pomyślał.
-No nie powiem. Całkiem ciekawie zapowiadają się te wakacje. - Powiedział sam do siebie i poszedł do łazienki. Po 45 minutach pod prysznicem, wrócił do pokoju owinięty ręcznikiem w pasie i rzucił się na łóżko wykończony. Sięgną po telefon i zaczął przeglądać twittera. Po parunastu tweetach urządzenie zawibrowało. Zayn otworzył wiadomości prywatne i na samej gorze widniał czarny pasek. Lekko zdziwiony klikną na czarne pole, przeczytał wiadomość i jak oparzony odrzucił telefon. Serce zaczęło mu dudnić, oddech przyśpieszył a umysł znowu zalały tysiące pytań. Miała dość. Stanowczo dość. Przykrył się kołdrą po brodę i po dłuższej chwili zapadł w niespokojny sen.
"Niebieski ogień. Tak odległy lecz parzył jego ciało. Tysiące szeptów, jakby wydrążały tunele w jego umyśle. Płonące znaki, których nie rozumiał. Pochłaniała go ciemność. Twarze tak idealne, niczym wykute w marmurze. Zaczynają pękać i rozsypywać się na miliony kawałków. Chciał uciec przed deszczem skał, lecz nie mógł się ruszyć. Zacisną powieki z całych sil i chciał się przygotować na ból który miał zaraz poczuć. Gdy takowy nie nastąpił otworzył powoli oczy i ujrzał dookoła nieskończona ciemność z której powoli zaczęły wyłaniać się kontury jakiegoś pomieszczenia. Kolumny. Tak wysokie, że chłopak nie mógł dostrzec końca. Ujrzał mały ołtarz. Biały, niczym śnieżny puch w świetle słońca. Podszedł do niego mimowolnie i obserwował z zachwytem. Biel zaczęła barwic się na czerwień. Spływać po ołtarzu i rozlewać się po podłodze. Krew. Zayn nie mógł oddychać. Gdy brał oddech, czuł jakby coś wypalało jego gardło. Krew zaczęła się podnosić i powoli go zalewać. Nie mógł się ruszyć. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Stał i czekał aż szkarłatna substancja pochłonie go w całości. Gdy znalazł się cały w czerwonej cieczy, wziął głęboki, długo wyczekiwany oddech. Krew ugasiła żar w jego wnętrzu i przyniosła ulgę. Znów zapanował nad własnym ciałem i zaczął szybko płynąć na powierzchnie. Gdy zaczerpną świeżego powietrza spostrzegł dziesiątki martwych ciał, pływających dookoła niego. Znał je. Znał je wszystkie. Zaczął krzyczeć. Błękitny ogień znowu pochłoną jego umysł. Tak odległy, lecz palił jego ciało. Miliony głosów. Co raz to silniejszych, wręcz wyżerały jego dusze. Usłyszał krzyk. Tak bardzo mu znany. Rozerwał on jego serce na kawałki i..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz